Wyjaśniamy zawiłości języka polskiego.

Nie mam się w co ubrać! Ubrać (się), włożyć i założyć

Dziś rzecz o… rzeczach, które zakładamy i wkładamy – o ubraniach. Słownictwo związane z odzieżą, choć wydaje się błahe, może sprawiać problemy. Opowiemy, skąd biorą się dziwne nazwy ubrań, o których nie śniło się mężczyznom, i dlaczego nie można ubrać bluzki, oraz rozprawimy się z podkoszulką i body. Przeczytajcie ten tekst, nawet jeżeli hasło „Nie mam się w co ubrać!” jeszcze nigdy nie padło z Waszych ust.

Zaczniemy cytatem:

Jako przedmiot obserwacji językowych nie jest wcale dziedzina mody gorsza lub mniej warta zainteresowania niż inne »poważniejsze« zjawiska społeczne. Dziedzina, która nadaje kształt zewnętrzny jednej z podstawowych potrzeb życiowych człowieka, której podporządkowuje się w dzisiejszej dobie olbrzymia większość społeczeństwa (choćby nawet z małym świadomym zaangażowaniem osobistym), która wreszcie stanowi przedmiot codziennych obowiązków licznych i różnorodnych grup zawodowych, musi znaleźć swoje odzwierciedlenie w języku1.

Powyższe słowa napisała w latach 70. badaczka języka – Krystyna Wilczewska. Słowa te nie straciły na aktualności. Moda stanowi czynnik silnie kulturotwórczy, jest znakiem czasów, obyczajów, gustów, stylu życia. W dodatku bardzo szybko się zmienia, a język próbuje za nią nadążyć. No właśnie, wszyscy wiemy, czym są bluzka, koszula czy spodnie. A mgiełka czy culottes? To pewne rodzaje ubrań – mgiełka to bluzka z lekkiego, półtransparentnego materiału, a culottes to rozkloszowane szerokie spodnie sięgające do połowy łydki. I bądź tu, człowieku, mądry…

Tymi przykładami chcemy zasygnalizować inny problem – nazewnictwo odzieżowe. Skąd je czerpiemy? Są dwa główne źródła – pierwsze to języki obce. Zapożyczenie to nie tylko wspomniane culottes, ale również bluzka, sweter czy piżama (wersja „pidżama” też jest poprawna). Zapożyczenia, które zadomowiły się w naszym języku, są najczęściej spolszczone, dlatego nie odczuwamy obcości bluzki czy swetra. Wątpliwe, czy ktoś jeszcze chciałby nosić nieszczęsne culottes w następnym sezonie, dlatego też nazwa ta raczej nie przyjmie się w wersji polskiej i pozostanie cytatem.

Wróćmy do mgiełki. Tutaj zauważalne jest posłużenie się metaforą – to drugie źródło nazw ubrań. Takich przenośni jest mnóstwo! Bluzka tuba, szal komin, spódnica ołówkowa, spodnie rurki czy dzwony. Poszczególne części garderoby przywodzą nam na myśl skojarzenia związane z różnymi sferami życia.

Inne ubrania swoje nazwy zawdzięczają materiałowi, z którego zostały wykonane, np. skóra czy polar (tę figurę nazywamy w retoryce synekdochą). Sławni ludzie także pozostawili po sobie ślad w słownictwie odzieżowym. Nazwa ramoneska wzięła się od nazwy zespołu The Ramones, a bardotka (rodzaj stanika) – od nazwiska francuskiej aktorki Brigitte Bardot. Mamy też okulary lenonki! Zwróćmy również uwagę na to, że wiele rodzajów butów swoją nazwę zawdzięcza marce, która zaczęła je produkować jako pierwsza – mamy adidasy, emu, crocsy. Adidasy wcale nie muszą być marki Adidas! Proces, w którym nazwa własna staje się pospolitą, nazywamy apelatywizacją. No dobrze, tyle tych mądrości. Teraz przejdźmy do szalonych form niektórych nazw ubrań.

Czy wiesz, że uruchomiliśmy sklep z własnymi produktami? Sympatyzujemy z polszczyzną, literaturą i kulturą polską.

Zajrzyj na nadwyraz.com!

Czy wiedzieliście, że podkoszulek (tak, tak, to, co sprawdzały Wasze babcie w sezonie zimowym pod Waszymi bluzami) to wzorcowa forma? Podkoszulka jest potoczna. Prof. Bańko pisze w poradni: „Żeńska podkoszulka jest formą rzadszą niż męski podkoszulek i nie wszyscy są skłonni ją aprobować. Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN oznacza ją jako potoczną, a poprzedni Słownik poprawnej polszczyzny PWN traktował podkoszulkę jako błąd”. Możemy mówić, jak chcemy, tylko pamiętajmy o poprawnej odmianie:

  • ten podkoszulek – nie ma tych podkoszulków
  • ta podkoszulka – nie ma tych podkoszulek

Inną ciekawostką jest zapożyczona nazwa koszulki z krótkim rękawem – T-shirt. Skąd wzięło się to dziwactwo i jak to w ogóle należy zapisywać? Rozłóżcie sobie taką koszulkę na płasko. Ma kształt pięknej drukowanej litery „T”. Pisownia to odzwierciedla. Można powiedzieć, że wyraz ten jest wyjątkowy, ponieważ ma coś z pisma obrazkowego. W Słowniku ortograficznym PWN jest tylko T-shirt, nie ma t-shirtu (ani t-shirta). Niektórzy próbują wyraz ten spolszczać jako tiszert.

Rajtuzy – jakże urocze to słowo! Nie dość, że plurale tantum (rzeczownik występujący tylko w liczbie mnogiej – pewnie dlatego, że rajtuzy mają dwie nogawki), to jeszcze skłania do refleksji nad tym, jaka jest różnica między rajtuzami a rajstopami. W dodatku płata figla w odmianie! Otóż rajtuzy były w języku polskim pierwsze. Jest to zapożyczenie od niemieckiego Reithosen. Rajtuzy pierwotnie służyły do jazdy konnej i nie było w nich części zakrywającej stopy. Kolejny wynalazek to rajstopy, czyli rajtuzy osłaniające stopy. Rajtuzy ewoluowały! I wszystko jasne. A teraz niespodzianka – w dopełniaczu liczby mnogiej powiemy:

  • Nie ma rajstop, ale: Nie ma rajtuzów.
  • Rajtuzów – brzmi zabawnie! Jest to jednak jedyna poprawna forma.

Panie oprócz rajtuzów czasami zakładają body, czyli obcisły strój codzienny podobny do jednoczęściowego stroju kąpielowego, bez nogawek i najczęściej bez rękawków. Takie ubrania często mają na sobie również niemowlęta (jednak zdecydowanie mniej kuszące niż damskie body ;)). Wyraz body jest rodzaju nijakiego i powinien pozostać nieodmieniany, np.

  • Kupiłam dziecku dwie pary body.
  • Marzę o koronkowym body marki Victoria’s Secret.

O tym, że sweter jest jedyną poprawną formą (zajrzyj do tekstu z najczęściej popełnianymi błędami w polskim internecie), nie trzeba nikogo przekonywać. I że nie powinniśmy mówić: Ubierz sweter! Polacy nagminnie ubierają buty, swetry, szale, płaszcze. Warto na koniec przypomnieć znaczenie czasowników: ubierać (się), wkładać i zakładać.

Ubrać można choinkę, czyli założyć coś na coś. Kiedy mówimy, że ubieramy buty, można złośliwie zapytać, w co je ubieramy? W bluzkę, a może w sweter? Puryści językowi zalecają, aby używać czasownika „włożyć” do określania czynności ubierania się w różne części garderoby. Włożyć można zatem ubranie, kozaki. Z kolei „założyć” odnosi się do akcesoriów, np. założyć krawat, plecak, okulary. Ewentualnie możemy ubrać się w sukienkę czy w koszulę.

Na koniec jako ciekawostkę przypomnijmy nieco archaiczne czasowniki, które odnosiły się do butów – wzuć oraz zzuć. Ewentualnie można jeszcze obuć (się). 😉 Dziś buty wkładamy.
A co z butami robiły Wasze babcie?


K. Wilczewska, O słownictwie współczesnej mody, „Język Polski” L, 1970, z. 2, s. 97.

Napisane przez
  • Elzbieta Kapuscinska

    Skoro Pani słusznie podkreśla że ubrania wkladamy lub się w nie ubieramy to dlaczego Pani napisała w tekscie “panie oprócz rajtuzów czasami ZAKŁADAJĄ body” Przepraszam ale bardzo mnie to razi, body też sie wkłada albo ubiera się w body…..

  • ALINA

    Bo ta pani jest dobra w teorii, ale czasem się zapomni i mówi tak, jak się nauczyła w domu.